Pierwszy dzień miodobrania to właśnie dziś i jest już za nami

Nastąpiło lekkie ochłodzenie, nadstawki było pełne miodu, więc Robert zdecydował o rozpoczęciu miodobrania. I tyle... Dzień był pełen wrażeń, i pracy. Lubię takie właśnie dni. Pomiędzy gotowaniem niedzielnego rosołu, trzeba było odnaleźć się na nowo w świecie pszczół. No nie powiem stęskniłam się za tymi słodkimi zołzami bardzo. Dlaczego tak nazwałam stworzenia, które są przyszłością tego świata?
Bo jedna z nich tak mnie na początku tygodnia załatwiła, że wyglądałam jak Chinka, albo jakbym co najmniej rok ostro balangowała...
Będąc sobie spokojnie w ogródku przydomowym, nagle niespodziewanie zostałam zaatakowana i ugryziona w czoło. Pierwszy raz w twarz. Opuchlizna trzymała się ze trzy dni, spuchła mi niemalże cała twarz. Nie będę dodawała zdjęcia -chociaż mam selfi na miłą pamiątkę- żeby Państwa nie straszyć.
Pięknego nadchodzącego tygodnia! 😎
Komentarze
Prześlij komentarz